05 kwietnia 2022

Powstawanie dysfunkcji indywidualnych i społecznych.

Naukowa teoria powstawania zaburzeń psychicznych opiera się na trzech grupach czynników:
(1) biologiczne (wyposażenie genetyczne, które tworzy podatność na wystąpienie zaburzeń, infekcje wirusowe mózgu i uszkodzenia mózgu wpływające na biochemiczne działanie mózgu);
(2) psychologiczne (nieadaptacyjne poznawcze reakcje na negatywne wydarzenia w otoczeniu społecznym, spowodowane np. traumą w dzieciństwie);
(3) społeczne (stres będący następstwem trudności w relacjach z bliskimi, brak wsparcia społecznego lub trudności ekonomiczne).


Jeśli odrzucimy tezę przypadkowości zmian genetycznych to praktycznie każde zaburzenie psychiczne jest efektem interakcji organizmu ze środowiskiem.

Lloyd de Mause prawidłowo zauważył, że jakość życia dorosłego człowieka oraz jakość społeczeństwa, które ludzie tworzą, jest bezpośrednio zależna od jakości warunków środowiskowych w jakich rozwija się dziecko. I nie był pierwszym myślicielem, który zwrócił uwagę na tę zależność.  

W latach powstawania teorii psychohistorycznych nie było jeszcze technicznych możliwości pozwalających na eksperymentalne ich potwierdzenie. Naukowcy z różnych dziedzin zauważali zależność pomiędzy dzieciństwem a dorosłością jednak silne społeczne przekonania blokowały szerszą dyskusję na ten temat.

Przez ostatnie dwa, trzy dziesięciolecia pojawiły się tysiące badań próbujących wyjaśnić zależność pomiędzy dzieciństwem, dorosłością a społeczeństwem. Pomiędzy zdrowiem fizycznym a zdrowiem psychicznym, pomiędzy stanem środowiska rodziców a rozwojem psychicznym dziecka.
W mojej ocenie jednym z najciekawszych czysto obserwacyjnych badań jest ACE (adverse childhood experiences) przeprowadzone przez zespół Vincenta Felitti. Prosty dziesięciopunktowy kwestionariusz określa poziom deprywacji a tym samym podatność na uzależnienia, choroby itd.
Z badań neurobiologicznych możemy dowiedzieć się, rozwój których obszarów mózgu prowadzi do powstania tych czy innych zaburzeń. Epigenetyka wskazuje na mechanizmy ekspresji genów zaangażowane w procesy kształtowania funkcji mózgu.

Posiadamy ogromną wiedzę i nie potrafimy jej zastosować. Wprowadzić w życie.
Zapewne wiele osób zada sobie teraz pytanie – dlaczego? Co nas powstrzymuje od użycia wiedzy poprawiającej psychikę kolejnych pokoleń, jakość ich życia i jakość społeczeństw.

Odpowiedź jest prosta – tym bezmyślnym hamulcowym są wzorce kulturowe.
I tu trzeba uświadomić sobie, że wzorce kulturowe są składową naszych osobowości. Naszego postrzegania świata. Sposobu w jaki nasze mózgi tworzą predykcje rzeczywistości. Psychologowie powiedzieliby, że są naszymi przekonaniami. Są też rozszerzeniem naszych ewolucyjnych programów.


Jak mówił Reich noworodek nie wierzy w boga. Wiara w boga powstaje w oparciu o zaimplementowany lęk i wstyd. Przy okazji opiera się o ewolucyjny program przewodnika stada.
Dla Europejczyka sama myśl o zjedzeniu kilkucentymetrowej larwy może wywołać odruch wymiotny a dla rdzennego mieszkańca Australii czy Amazonii myśl taka wywoła miłe wspomnienie.

Wzorce kulturowe są źródłami dysfunkcji poprzez swoją niezgodność z ewolucyjnym oprogramowaniem człowieka. Wzorce kulturowe mogą wykorzystywać siłę jaką są ewolucyjne programy, ale wykorzystują ją przeciwko nam.

Myślę, że najlepszym przykładem pokazującym ogrom negatywnego wpływu wzorców kulturowych jest opieka nad dziećmi. Ten przykład jest tym bardziej celowy, ponieważ dzieciństwo to okres kształtowania psychofizycznej konstrukcji człowieka.  
   
W antropologicznych opisach ludzi żyjących w warunkach zgodnych z naszymi pierwotnymi programami, widzimy radosne wolne od dysfunkcji społeczności. Jakość tych społeczeństw jest silnie zależna od wpływu naszej cywilizacji. Dobrze jest to widoczne w pracach Bronisława Malinowskiego czy Jean Liedloff.

Z badań antropologicznych wynika, że wśród ludów pierwotnych powszechna jest prawie 4 letnia przerwa między urodzeniami. I jest to zgodne z wynikami badań neurobiologicznych dotyczących procesu rozwoju mózgu człowieka.

W wyniku zmiany diety oraz warunków życia nastąpiło przyspieszenie pojawiania się kolejnych urodzeń. Okres ostatnich kilkuset lat to odstęp na poziomie 2 lat.
Mając dobrze rozwiniętego 4-5 latka kobieta może sobie pozwolić na skupienie swojej uwagi na noworodku.
Zupełnie inna sytuacja jest, kiedy na rękach jest noworodek a obok trochę starsze dziecko wymagające również pełnej uwagi opiekuna. Stąd musiały zostać wymyślone sposoby pozwalające na „bezpieczne” ograniczenie opieki ze strony rodzica. Pojawiły się kołyski, powijaki i wiele innych rozwiązań uwalniających matki od ciągłej opieki.
Efektem tej postępujące rewolucji opieki nad dziećmi była i jest powszechność dysfunkcji i deficytów.
Umysł dziecka musi znajdować się w stanie poczucia bezpieczeństwa a stan ten jest rozpoznawany z poziomu ewolucyjnego oprogramowania. Wprowadzenie modyfikacji w sam program jest niemożliwe. Dlatego odpowiedzią organizmu na niezgodność jakości opieki z warunkami koniecznymi są modyfikacje psychiki jednostki. Z badań prowadzonych w ostatnich dwóch dziesięcioleciach wychodzi jasny obraz – im gorsza jakość opieki tym wyższa podatność na stres.
Badanie przeprowadzone na prosiętach w GB pokazało bardzo silny wzrost agresji oraz spadek umiejętności zapamiętywania u prosiąt odstawionych od matki w okresie krytycznym.

A tak właśnie wyglądało i wygląda dzieciństwo przez ostatnie 5000 lat. Dlatego też powstały kultury oparte o przemoc. Deficyty psychofizycznego rozwoju wynikające z zaniedbania opieki nad dzieckiem w okresie krytycznym prowadzą do powstawania dysfunkcyjnych jednostek a to prosta droga do powstawania struktur społecznych opartych o przemoc.

Druga połowa XX wieku przyniosła kolejną negatywną zmianę w systemie zaopiekowania dziećmi.
Pojawienie się sztucznych mieszanek doprowadziło do jeszcze większego skrócenia odstępu między urodzeniami. Obecnie mówimy od powszechnie przyjętym odstępie 1 roku.
Jeśli dołożymy do tego równie powszechną alienację w postaci łóżczkowania, wózkowania i żłobków to można powiedzieć, że jesteśmy na granicy zapaści psychicznej społeczeństw i jednostek. 

Dzieci sprzed wieków musiały dostosowywać swoje struktury psychiczne do powszechnej przemocy fizycznej. Dzisiejsze pokolenia muszą dostosowywać swoje struktury psychiczne do powszechnej przemocy emocjonalnej. Do powszechnie akceptowanego zaniedbania.

Kiedy mózg i umysł rozwijają się w fazie zagrożenia, to pierwsze co staje się ofiarą tego zaburzenia jest nasz układ limbiczny. Tracimy umiejętność współodczuwania, ponieważ zarządzanie reakcjami i zachowaniami przechodzi w ręce podstawowych instynktów. Jednostki pozbawione umiejętności myślenia perspektywicznego, empatii i odroczenia gratyfikacji tworzą społeczeństwa oparte o krótkookresowe korzyści. Stają się bestiami o których pisał Hobbes.

Każdy dysfunkcyjny wzorzec kulturowy można porównać do tkanki nowotworowej. Jeśli raz pojawi się w organizmie a ten nie posiada możliwości jej zlikwidowania to kolejne przerzuty doprowadzą w końcu do zniszczenia organizmu.
Zaburzenie procesu zaopiekowania dziećmi pojawiło się jako wymóg dostosowania do środowiska. Trwa już kilka tysięcy lat, obejmuje kolejne obszary społecznego organizmu i prowadzi do dalszej degradacji.

Ostatnio naukowcy zastanawiają się na przyczyną ciągłego zmniejszania się mózgu człowieka. Jedni uważają, że przyczyną jest specjalizacja. Ja obawiam się, że przyczyna leży właśnie w jakości zaopiekowania się dzieckiem w najważniejszym dla niego i dla społeczeństwa okresie życia.

Zmiany są możliwe tylko poprzez synergię i edukację. Synergia wymaga czegoś co już nam zostało odebrane w procesie socjalizacji. Dlatego tak ważne jest żeby każdy rodzic uświadomił sobie swoją sprawczość w obszarze kształtowania psychofizycznej konstrukcji przyszłych pokoleń.


Waldemar S. Lipiński

Zapisz się do newslettera
Otrzymuj  powiadomienia o nowych artykułach, ciekawostki, porady dla rodziców i wiele więcej.

Zapisując się akceptujesz naszą Politykę Prywatności.

Sprawdź swój styl przywiązania
Darmowy kwestionariusz
Udostępnij ten artykuł:
arrow-right