Wzorce kulturowe a potrzeba bliskości

Czy właściwie zajmujemy się naszymi dziećmi, od pierwszych chwil ich życia?
Czy jest coś co możemy lub powinniśmy poprawić?
Czy jest coś, co może być kluczowe dla psychofizycznego rozwoju człowieka?

Od wielu wieków ludzkość niszczą wzorce kulturowe, które zapewniając komfort dorosłym, zarazem osłabiają więź pomiędzy rodzicami i dziećmi.

Zrozumienie biologicznego i ewolucyjnego sensu potrzeby bliskości oraz jej znaczenia dla przyszłości kolejnych pokoleń wymaga przyjrzenia się opiece nad młodymi u naszych bliższych i dalszych krewnych z drzewa ewolucyjnego. Te obserwacje można porównać z bezpośrednimi oraz pośrednimi wynikami badań przeprowadzonych przez takich uczonych jak: Konrad Lorenz, Rene Spitz, John Bowbly czy Harry Harlow. Profesor Lornez badał zachowania zwierząt mn. efekt wdrukowania obrazu opiekuna, natomiast Spitz i Bowbly analizowali efekt więzi i jego wpływ na rozwój psychiki dziecka.

Rezultaty deficytu potrzeby bliskości dość wyraźnie pokazuje eksperyment Harrego Harlowa. Uczony chciał rozstrzygnąć, co jest bardziej istotne dla młodych małpek w pierwszym okresie ich życia: pożywienie czy matczyne ciepło. Małe rezusy tuż po urodzeniu oddzielano więc od matek, umieszczano w pobliżu odpowiednio skonstruowanych atrap a następnie obserwowano ich reakcje na stresujące bodźce. Okazało się, że potrzeba bliskości przewyższa pragnienie pokarmu.  W drugiej części eksperymentu sztuczne “matki” podzielono na cztery kategorie, każda była wyposażona w miękką tkaninę i narzędzie do odstraszania lub stosowania przemocy wobec małych małpek. Uczeni zaobserwowali niezwykłe dla nich zjawisko- bite i odrzucane małpki po chwili wracały do miękkiej” matki” i jeszcze mocniej niż poprzednio do niej przywierały, jakby wybaczając wyrządzone im zło. W pewnym stopniu potwierdziło to wnioski Rene Spitza, który twierdził, że organizm dziecka przestaje funkcjonować bez fizycznej bliskości z matką.

Rzadko wspominanym skutkiem ubocznym eksperymentu Harlowa była niezdolność badanych małpek do tworzenia i podtrzymywania więzi z innymi przedstawicielami swego gatunku. Wszystkie wyrosły na jednostki aspołeczne. Można stwierdzić, że Harlow przez przypadek stworzył małpich psychopatów. Wyniki doświadczenia dowodzą też, że uczucia nie są wyłączną domeną człowieka. Do niedawna nauka twierdziła, że tylko homo sapiens może odczuwać emocje. Dzisiaj wiemy, że był to błąd wynikający z naszej gatunkowej pychy. Okazuje się, że zdolność do rozwoju psychicznego i doświadczania uczuć dzielimy z większością stworzeń.  Nasi domowi pupile, a także zwierzęta hodowlane przejawiają oznaki rozmaitych stanów psychicznych.

Nieznaczne zmiany w genomie doprowadziły naszych przodków do rewolucji poznawczej, w wyniku której staliśmy się panami świata. Jednak, czy kolejne przeobrażenia mogły zmienić rdzeń naszej istoty i całkowicie wymazać wspólne dla wszystkich naczelnych schematy postępowania? Czy gatunek ludzki wyrósł już z odczuwania potrzeby bliskości? Czy ludzkie dzieci mogą rozwijać się prawidłowo bez stałej, bezpiecznej i fizycznej bliskości opiekuna?

Odpowiedź znamy wszyscy: potrzebujemy bliskości tak samo jak małpki Harlowa. A nawet można pokusić się o twierdzenie, że potrzebujemy jej znacznie bardziej. Ponieważ ludzkie dzieci rodzą się z mózgami o wiele bardziej niedojrzałymi niż w przypadku innych naczelnych.

Ewolucja potrzeb rozwojowych

Przez kilka milionów lat nasz gatunek ewoluował w zbliżonych warunkach klimatycznych. Dzięki opanowaniu sztuki rozniecania ognia nasze mózgi przez prawie 1,5 miliona lat zwiększały swoją objętość. Równocześnie wydłużał się okres opieki nad potomstwem, a zaspokojenie potrzeby bliskości stawało się znacznie dłuższym okresem niż u naszych kuzynów i przodków.

Długotrwały proces opieki nad bezradnym niemowlakiem wymagał wykształcenia biologicznych mechanizmów gwarantujących młodym osobnikom potrzebną ich organizmom opiekę. Tak też się stało.  Przejawy działania tych programów, odruchów opiekuńczych wobec niemowląt, możemy obserwować w każdym społeczeństwie, bez względu czy to będą łowcy głów czy mieszkańcy metropolii oraz bez względu na wiek. Dzieje się tak ponieważ są to programy powstałe przed milionami lat i zapisane w naszym genomie.

Źródło bezpieczeństwa

Wśród naczelnych młode spędzają większość czasu na ciałach matek i razem z nimi uczestniczą w życiu stada. Do takiego właśnie modelu natura przygotowała mózg i cały układ nerwowy człowieka. Nasza psychofizyczna konstrukcja kształtuje się poprzez interakcję z otoczeniem w obecności osoby, z którą łączy nas psychofizyczna więź. Fizyczny kontakt z matką lub opiekunem jest źródłem najważniejszego bodźca ukierunkowującego dalszy rozwój mózgu- poczucia bezpieczeństwa. Bliskość przez miliony lat była rzeczywistym cielesnym, duchowym i endokrynologicznym kontaktem pomiędzy dzieckiem a jego matką lub opiekunem. Była, jest i będzie jedynym bodźcem generującym u niemowlęcia poczucie komfortu.

Ruch

Od wielu lat naukowcy stawiają tezę zgodnie z którą podstawowym zadaniem mózgu jest organizacja i zarządzanie ruchem. Przykładem potwierdzającym tę tezę jest żachwa, która po osiedleniu wchłania swój mózg. U naczelnych motoryka jest ściśle powiązana z psychicznym rozwojem jednostki. Nawet w macicy płód może swobodnie poruszać całym ciałem. Mózg niemowlaka noszonego przez matkę uczy się operowania własnym ciałem i rozwija połączenia neuronalne pomiędzy poszczególnymi strefami mózgu. Odebranie możliwości realizowania funkcji motorycznych mózgu negatywnie wpływa na cały psychofizyczny rozwój organizmu.

Rewolucja

Sytuacja się zmieniła z chwilą osiedlenia się przez naszych przodków w stałych siedzibach oraz wprowadzenia rolnictwa i hodowli. Od tego momentu naszej historii rozpoczyna się postępujący proces odbierania dzieciom bliskości opiekuna a tym samym wzrastania w warunkach które są dla niego torturą.
Kluczową rolę w tym zjawisku odgrywają wzorce kulturowe, które kształtują przekonania większości ludzi. Schematy te opierają się na egoizmie osobniczym oraz partykularnych interesach grup społecznych. Zawsze łączy je przekonanie o działaniu w imię dobra danej grupy i w najlepszym interesie dzieci.
Doskonale obrazuje to powracająca praktyka stosowania powijaków. Od starożytności ciała niemowląt szczelnie owijano bandażami, tak by uniemożliwić im poruszanie kończynami. Z punktu widzenia grupy było to niezwykle korzystne rozwiązanie. Dziecko znajdowało się we w miarę bezpiecznym miejscu i nie pozbawiało społeczności dodatkowej pary rąk do pracy. Matka mogła wypełniać swoje obowiązki, oczywiście od czasu do czasu musiała nakarmić oseska, ale nieskrępowane niemowlę wymagałoby o wiele więcej zaangażowania. Na wypadek, gdyby któraś z kobiet zdecydowała się zarzucić ten koszmarny zwyczaj, powstało przekonanie o dobroczynnym wpływie bandaży na układ kostny niemowlęcia. W trosce o zapewnienie swym dzieciom prostych kończyn kolejne pokolenia matek ściskały niemowlęta bandażami. W Polsce tradycja przetrwała aż do połowy XIX wieku.

Wzorce a potrzeby rozwojowe

Gdyby z perspektywy potrzeb rozwojowych dziecka przeanalizować stosowane, w najlepszej wierze, metody wychowawcze to z dużą dozą prawdopodobieństwa można dowieść szkodliwości większości z nich. Wypłakiwanie się dzieci, wychowanie rózgą, powstrzymywanie się przed noszeniem, wymuszanie dyscypliny, stawianie granic, karne jeżyki, separacja czy pokarm zastępczy- każdy z tych wzorców kulturowych odbiera dziecku możliwość realizacji rozwojowych potrzeb. Tymczasem, wszystko, co utrudnia małemu człowiekowi zaspokojenie potrzeby bliskości zagraża jego prawidłowemu rozwojowi.
Jednak zapewnienie dziecku stałej obecności opiekuna wymaga z jego strony ogromnego zaangażowania. Każdy rodzic będzie poczuwał się do prawa do obrony swego komfortu. Wygoda zostanie nazwana działaniem dla dobra dziecka lub prawem osoby dorosłej do prywatności, rozwoju etc. Z dzieci wyrastają dorośli. Z punktu widzenia dobrostanu społeczeństwa i jego mentalnego rozwoju schematy niszczące bliskość okazują się szkodliwe i złe.

Zyski s straty

Człowiek jest istotą praktyczną, jeżeli coś wymyśla i zaczyna stosować jest zwykle powodowany swoim partykularnym interesem. Lub interesem grupy społecznej do której należy.
Sławetne i nieśmiertelne powijaki były i są typowym rozwiązaniem praktycznym wynikającym z potrzeb dorosłych.
Zyski ze stosowania powijaków były dla społeczności wymierne i niepodważalne. Kobieta mogła nie tylko szybko wrócić do pracy w polu, ale również mogła zajmować się więcej niż jednym niemowlakiem. A to dawało szansę szybszego przyrostu naturalnego, który dla rolników był niezwykle ważnym czynnikiem.

O stratach możemy mówić dopiero teraz, a i to tylko w przypadku osób rozumiejących i akceptujących wiedzę o psychofizycznym rozwoju człowieka.
Kosztem zmiany podejścia do opieki nad niemowlętami była i jest mentalna i intelektualna degradacja jednostki. Deficyt rozwoju kory nowej, degradacja hipokampów, znacznie większy wpływ ciała migdałowatego, to tylko część strat jakie ponosił układ nerwowy dziecka trzymanego w powijakach.

W porównaniu z łowcami zbieraczami, rolnicy byli nie tylko słabsi i bardziej chorowici, ale byli również znacznie gorzej rozwinięci psychicznie. O wyższym poziomie agresji.
Trudno jest uzmysłowić sobie i zaakceptować fakt ponad 300 pokoleń pozbawianych realizacji podstawowej potrzeby rozwojowej człowieka.

Konkluzja

Wspólny wpływ wzorców kulturowych i egoizmu jest w stanie zablokować ewolucyjne odruchy opiekuńcze, w które wyposażyła nas natura. W efekcie czego produkujemy kolejne pokolenia dysfunkcyjnych jednostek.
Trend obecny w naszej kulturze od czasu rewolucji agrarnej można odwrócić zmieniając dysfunkcyjne wzorce kulturowe. Do tego zadania potrzebne jest rodzicielstwo świadomej sprawczości.

Poleć ten artykuł: