Powijaki zabijają mózg

Przeraźliwie krzyczy, rusza rękami i nogami! Im mocniej nimi macha, tym głośniej wrzeszczy! Jeszcze sąsiedzi coś sobie pomyślą. Gdyby tak unieruchomić? To podobno uspokaja. Uff udało się… W końcu leży w bezpiecznym kokonie. Wygląda tak słodko! Nie płacze, pewnie czuje się dobrze, ciepło, bezpiecznie. Jak w łonie matki. W końcu ma tylko 30 lat.

Brzmi niesmacznie, wręcz obscenicznie. Skrępowanie drugiej osoby, ubezwłasnowolnienie jej i odebranie swobody poruszania się uważamy za okrutne i upokarzające. Czemu więc na nowo zaczęliśmy to robić dzieciom?

W XXI wieku do pokojów dziecinnych wróciły powijaki.  Okazało się, że wystarczy odebrać niemowlęciu swobodę ruchów, by zapewnić sobie spokojną noc i ułatwić opiekę w ciągu dnia. W końcu uświęcona tradycją praktyka nie może być szkodliwa.  Powijaki towarzyszyły ludzkości przez długie wieki. W czasie tych stuleci normą była też wysoka śmiertelność niemowląt.

Historia powijaków

Powijaki to długie pasy materiału, którymi okręcano noworodki do około 3. lub nawet 6. miesiąca życia.  Stosowano je już od starożytności.  Krępowanie noworodków zalecali grecki lekarz i filozof Soranus z Efezu, a także rzymscy medycy: Galen i Orybazjusz. Unieruchomienie miało zapobiegać deformacjom kręgosłupa oraz chronić dziecko przed przypadkowym połknięciem małych przedmiotów.  W średniowieczu i epoce nowożytnej kontynuowano utrwaloną tradycją praktykę a o wiele niższy niż w starożytności poziom higieny zwiększał prawdopodobieństwo infekcji

Pierwsze głosy sprzeciwu zaczęły się podnosić w XVIII wieku. Jan Jakub Rousseau w “Emilu” zwyczaj powijania dzieci określił jako nierozsądny i nienaturalny. Zdaniem francuskiego filozofa zrodził się on z lenistwa mamek, którym majętne kobiety oddawały dzieci do wykarmienia.  Poglądy Rousseau podzielali wybitni myśliciele oświecenia: John Lock, Kartezjusz, Jan Emanuel Gilibert. Pod ich wpływem do XIX arystokracja, a potem szlachta i mieszczaństwo zrezygnowały z powijaków. Tradycja najdłużej utrzymywała się wsi. W Polsce przetrwała do drugiej połowy XIX wieku.

Nieskrępowane niemowlęta rozwijały się szybciej, zachowywały się spokojniej i rzadziej chorowały. Oswobodzenie ze sztywnego kokonu ułatwiało zabiegi higieniczne, pozwalało rozprostować kończyny i wzmocnić mięśnie. Elisabeth Badinter  w swym dziele “Historia miłości macierzyńskiej” rezygnację z powijaków wiąże z oświeceniowymi przemianami w mentalności, dostrzeżeniem wartości dzieciństwa i podmiotowości dziecka. Warstwy płótna stanowiąc barierę pomiędzy ciałem matki i noworodka utrudniały im nawiązanie prawidłowej więzi. Odrzucenie ich było przejawem kiełkującej koncepcji o wychowaniu z miłością, ale także cementowało łączące matkę i dziecko uczucie.

Powijaki XXI wieku

W XXI wieku, szukając najlepszych metod usypiania niemowląt, ponownie odkryto powijaki. Pod nazwą otulaczy rekomenduje się je rodzicom niespokojnych dzieci. Producenci, w ulotkach reklamowych najczęściej podają kilka argumentów. Miękkie, łagodne określenia pozwalają zapomnieć, że w istocie chodzi o wiązanie noworodków. Zwykle pojawiają się stwierdzenia, że:

– stosowanie powijaków/ otulaczy przywraca maluszkom wszechogarniające szczęście sprzed narodzin. W łonie matki było ciasno i ciepło. Odtworzenie tych warunków poprzez zawinięcie dziecka w szczelny kokon, pozwoli mu odczuć dawną błogość,

  • prawidłowo otulone dziecko nie odczuwa żadnych niewygód ani nie jest narażone na ryzyko uszkodzenia stawów, tym samym ostrzeżenie pediatrów i ortopedów dotyczą źle zawiniętych niemowląt,
  • zawijanie niemowląt to wielowiekowa tradycja i swego rodzaju powrót do natury,
  • stres i brak snu szkodzą maluszkowi, a powijaki są najlepszym sposobem na złagodzenie napięcia.

Powijaki nie są magicznym wehikułem czasu i nie przywrócą noworodkowi stanu euforycznej harmonii sprzed porodu. W brzuchu matki płód rzeczywiście nie miał zbyt wiele przestrzeni, ale też nie był skrępowany ani odcięty od bodźców. Mógł poruszać rękami, nogami, przeciągać się, ssać kciuk. Czuł ruchy swojej matki, zmiany pozycji, poruszenia jej organów wewnętrznych. Żył w innym środowisku, ale ta egzystencja stopniowo przygotowywała go do odkrycia nowego świata, swobodnego poruszania się, zdobywania nowych doświadczeń. Na świat przyszedł z nieukształtowanym w pełni układem nerwowym. W ciągu pierwszych lat życia muszą wytworzyć się połączenia pomiędzy komórkami oraz pokrywająca aksony osłonka mielinowa, a powijaki mogą zakłócić ten proces.

Przez wiele stuleci wierzono, że pasy materiału chronią delikatne dziecięce kręgosłupy. Ówcześni rodzicie nie dysponowali wiedzą z zakresu anatomii, neurologii, psychologii i antropologii. XXI wiek chlubi się powszechnym dostępem do informacji. Wystarczy zadać sobie nieco trudu, by ocenić wiarygodność tekstów reklamujących powijaki. Jednak po przeczytaniu kilku sugestywnych komentarzy, część rodziców starannie unika podręczników psychologii rozwojowej. W końcu nawet dobrze znane tezy Jeana Piageta mogłyby naruszyć ich spokój, pozbawić nocnego odpoczynku i skłonić do poświęcania dzieciom więcej czasu.

Jak powijaki wpływają na rozwój mózgu

Dziecko w pierwszym okresie życia musi uformować sprawny, zdolny zapewnić mu przetrwanie i rozwój mózg. W tym celu potrzebuje bliskości matki, ruchu i dotyku.

Dotyk zaspokaja potrzebę bliskości oraz staje się pierwszym sposobem komunikacji. Pieszczoty rodziców, kontakt z ich skórą, łagodny ucisk i głaskanie wzbudzają w noworodku poczucie bezpieczeństwa. Jego mózg otrzymuje sygnał, że jest w przyjaznym miejscu, w którym może swobodnie się rozwijać.  Właśnie poprzez dotyk rozwija się miłość pomiędzy dzieckiem, a rodzicami. Powijaki zakłócają naturalny proces. Dziecko nie ma możliwości zaciśnięcia piąstki na dłoni rodzica, nie czuje jego skóry ani ciepła ciała. Maluszki w powijakach wydają się spokojne, więc rodzice są mniej skłonni je nosić, huśtać, kołysać. Tymczasem płacz oseska jest dla domowników impulsem, by przełamali lęk i wzięli go na ręce. Im częściej dotykają noworodka, tym mocniejszą więź z nim nawiązują i tym więcej czerpią z tego przyjemności. Maleństwo pławi się w poczuciu bezpieczeństwa, a matka szybko odnajduje się w nowej dla niej roli.

Wczesny dotyk wzmacnia system odpornościowy, stymuluje aktywność podwzgórza, uspokaja dziecko. Obszary czuciowe mózgu jako pierwsze poprzez skórę odbierają wrażenia zmysłowe. Dotyk powiązany jest też z wykształceniem umiejętności sensoryczno-motorycznych.  Niedobór bodźców oznacza niedostateczne pobudzenie komórek nerwowych, co może doprowadzić do upośledzenia pracy mięśni, zaburzeń emocjonalnych, pogorszenia odbioru wrażeń zmysłowych i trudności w uczeniu się. Zmysł dotyku pomaga poznawać otoczenie. Niemowlę dotyka rodziców oraz przedmiotów w swoim otoczeniu. Czuje twardą fakturę grzechotki, miękkość kocyka, gładkość dłoni matki, szorstkość ojcowskiego zarostu. Zmiany pozycji podczas noszenia, huśtania i kołysania pomagają kształtować wyczucie równowagi. Wszystkie te doznania przekazywane są do mózgu. Ile potencjalnie użytecznych informacji o świecie traci dziecko zawinięte w powijaki?

Drugim kluczowym dla rozwoju mózgu elementem jest ruch. Pobudzając produkcję neutrofin wpływa na wzrost liczby komórek nerwowych i formowanie się połączeń pomiędzy nimi. Związane z ruchem ośrodki w mózgu jednocześnie odpowiadają za rozwój mowy, zdolność obserwacji i koncentracji uwagi. Prawidłowy, stopniowy rozwój motoryczny dziecka jest podstawą do formowania się nawyków widzenia, słuchania i twórczości.
Badania rezonansowe na starszych dzieciach udowodniły, że sprawność ruchowa idzie w parze z rozwojem hipokampu, czyli struktury w dużej mierze odpowiedzialnej za zdolność zapamiętywania informacji. Trudno oszacować potencjalne szkody wynikające ze skrępowania niemowlęcia. Już jednomiesięczne dziecko porusza kończynami, próbuje wyciągać ręce po zabawki, unosić głowę. Z każdym dniem rosną jego umiejętności i ciekawość świata. Tylko nie tak łatwo o interesujące obiekty, gdy jest się owiniętym w blokującą ruchy, ograniczającą widoczność i tłumiącą dźwięki tkaninę. Ruch stymuluje mózg do rozwoju, więc unieruchomienie małego człowieka na pewno nie przysłuży się jego neuronom.

Powrót do natury

Człowiek istnieje na Ziemi od przeszło 4 milionów lat.  Przez większość tego czasu troszczył się o swe potomstwo tak jak inne naczelne- nosząc je. Małe małpki cały czas spoczywają na ciałach matek lub innych członków stada. Taki sam wzorzec bardzo długo obowiązywał wśród ludzi. Rewolucja neolityczna wraz z wynalezieniem rolnictwa i udomowieniem zwierząt nałożyła obowiązek ciężkiej, wielogodzinnej pracy.  Bliskość pomiędzy matką a dzieckiem zaczęła zagrażać interesowi wspólnoty. Noworodki musiały przychodzić na świat, ale nie powinny nadmiernie absorbować kobiet ani pozbawiać gromady siły roboczej. Zaczęto szukać sposobów odseparowania dzieci od matek. Brak poczucia bezpieczeństwa powodował deficyty rozwojowe i przyczyniał się do wysokiej śmiertelności wśród niemowląt, ale naturalne ludzkie zachowania zostały wyparte przez ekonomiczną konieczność i nasilający się wzorzec przemocy. Ocalałe pierwotne plemiona, podobnie jak nasi zwierzęcy kuzyni, bez przerwy noszą niemowlęta.  Efekty takiego wychowania opisała Jean Liedloff w książce „W głębi kontinuum”. Fizyczna bliskość rodzi szczęśliwe, spokojne, samodzielne, uczynne i altruistyczne osoby. Nie występują napady histerii, problemy ze snem, nerwowość, bunty dwulatka, pięciolatka i nastolatków. Jeśli tak bardzo chcemy wrócić do korzeni człowieczeństwa, wpierw je poznajmy.

Szczęśliwe dzieci w powijakach

Otulacze są reklamowane jako niemal magiczny sposób na uspokojenie płaczliwych maluszków. Wystarczy ciasno owinąć dziecko, a przestaje grymasić i przesypia smacznie całą noc. W dodatku pozbawiając je możliwości poruszania się blokuje się przerażający dla części rodziców odruch Moro. Bezustanny płacz rzeczywiście powinien zaniepokoić rodziców, ale czy warto zamieniać go na apatię? Pozbawione potrzebnych mu bodźców niemowlę stopniowo popada w stan otępienia. Jest ciasno, cicho, nic się nie dzieje. Niemowlę nie ma poczucia czasu, wydaje mu się, że tak było i będzie zawsze. Pozbawiony bodźców mózg przełącza się na tryb przetrwania.  Tymczasem rozwój umysłowy wymaga beztroskiego, rozrzutnego gospodarowania energią.  Spokój i rezygnacja nie są tym samym, chociaż ich zewnętrzne oznaki mogą być do siebie bardzo podobne

Powijaki a zdrowie dziecka

Opublikowane w czasopiśmie badanie “Pediatrics” dowodzi, że zawijanie w powijaki zwiększa ryzyko wystąpienia śmierci łóżeczkowej.  Analiza okoliczności 2519 nagłych zgonów wśród noworodków i niemowląt wskazała, że 760 było spowodowanych SIDS. W tej grupie aż w 133 przypadkach rodzice owijali dziecko w powijaki.

Otulacze narażają też dziecko na przegrzanie się. Okryte kocykiem niemowlę próbuje oswobodzić się z dodatkowej warstwy, a rodzice stopniowo odkrywają jaką temperaturę lubi ich pociecha. Przegrzewanie niemowląt sprzyja infekcjom bakteryjnym, ale też może być jednym z czynników powiązanych z nagłą śmiercią łóżeczkową. Maluszki zawinięte w powijaki są bardziej narażone na schorzenia dróg oddechowych, zapalenie oskrzeli i zapalenie płuc.

Całe stulecia powijaki postrzegano jako gwarancję prostej sylwetki. Współcześni ortopedzi mają na ten temat inne zdanie. Zawijanie noworodków i niemowląt w powijaki nasila ryzyko dysplazji stawu biodrowego.

Stosowanie powijaków wydaje się wygodne dla opiekunów, ale komfort miewa wysoką cenę. Miękki kawałek tkaniny pełni funkcję pierwszej bariery odgradzającej dziecko od rodziców. Tymczasem noszenie i kontakt skóra – do – skóry pomagają wytworzyć nierozerwalną więź pomiędzy dzieckiem i rodzicami. Dziecko czuje się bezpieczne, kochane i spokojne, a rodzice szybciej przystosowują się do nowej roli. Jeśli dorosły nie jest spięty i zdenerwowany przekaże swój spokój dziecku. Bliskość i ruch sprzyjają rozwojowi mózgu. Jak coś co je ogranicza może być dobre?

Powijaki tylko pozornie ułatwiają opiekę nad niemowlęciem. Rodzice nagle mają czas na spokojne wypicie herbaty, drzemkę, a nawet kilka godzin snu.  Wizja wygodnego życia bywa równie kusząca co zwodnicza. Zaniedbanie właściwej opieki w pierwszym okresie życia dziecka kładzie podwaliny pod późniejsze dysfunkcje i problemy wychowawcze. Dziecko płacze nie ze złośliwości ani z chęci utrudniania rodzicom życia, ale dlatego, że inaczej nie umie zasygnalizować potrzeby bliskości. Jeśli będzie czuło się bezpieczne, kochane i szczęśliwe jest duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości wizyty u psychologa lub psychiatry dziecięcego nie będą potrzebne.

Powijaki/ otulacze zwalniają z konieczności poświęcania dziecku uwagi. Można mieć czas dla siebie. Ten sam komfort zapewni zamknięcie niegrzecznego dwulatka w piwnicy, ale nikt z odrobiną wrażliwości nie uznaje tego za akceptowaną metodę wychowawczą. Właściwie dlaczego nie? Ciemność pomogłaby mu przypomnieć sobie cudowne chwile sprzed narodzin, wytłumione odgłosy, brak rozpraszających bodźców, odcięcie od źródeł stresu ukoiłyby rozdrażnione nerwy.

Nie pozwólmy, by nasze dzieci zaczynały swe życie od cichej rozpaczy w fałszywym komforcie. Są zbyt małe, by znieść ból odrzucenia. Ich rozwijające się mózgi potrzebują czułości, radości i bezpieczeństwa, a nade wszystko bliskości rodziców. Nie odbierajmy im siebie.

 

Waldemar Lipiński

Bibliografia:

Elisabeth Badinter, Historia miłości macierzyńskiej, Oficyna Wydawnicza Volumen, 1998

Philippe Ariès, Historia dzieciństwa, Dziecko i rodzina w dawnych czasach, Aletheia, 2011,

Jean Liedloff, W głębi kontinuum,Mamania, 2017

Anna S. Pease, Peter J. Fleming, Fern R. Hauck, Rachel Y. Moon, Rosemary S.C. Horne, Monique P. L’Hoir, Anne-Louise Ponsonby, Peter S. Blair, Swaddling and the Risk of Sudden Infant Death Syndrome: A Meta-analysis w: “Pediatrics”, American Akademy of Pediatrics, May 2016

http://www.roik.pl/spowijanie-niemowlat-zagraza-stawom-biodrowym/

https://med-dir.com/4811-dysplasia-of-hip-joints-how-dangerous-is-congenital-pathology

https://adc.bmj.com/content/archdischild/99/1/5.full.pdf

http://www.earlychildhoodnews.com/earlychildhood/article_view.aspx?ArticleIDhttps://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5395558/

Poleć ten artykuł: