Dzieciocentryczny świat – czy jest możliwy?

Z punktu widzenia warunków w jakich rozwijają się dzieci w Bangladesz, Polska jawi się dzieciocentrycznym rajem. Dla nas takim wzorcem może być Skandynawia lub któryś z krajów Europy zachodniej. Jeśli jednak spojrzymy z punktu widzenia potrzeb dziecka to żaden z krajów świata nie zdobędzie miana społeczeństwa dzieciocentrycznego.
Podstawowym powodem są błędy w rozumieniu samej idei dzieciocentryczności. W poniższym tekście postaram się wyjaśnić w czym powinno się przejawiać społeczeństwo dzieciocentryczne i jakie to niesie ze sobą korzyści i straty dla jednostki i społeczeństwa.

W telegraficznym skrócie dzieciocentryczność to stworzenie warunków pozwalających na maksymalne wykorzystanie potencjału każdego człowieka powoływanego do życia.

Jeszcze parę dziesiątków lat wstecz cały naukowy świat uważał, iż geny, z którymi przychodzimy na świat determinują wszystkie nasze umiejętności i możliwości. Dzisiejsza nauka widzi wyraźny wpływ środowiska i kultury na potencjał człowieka i możliwości wykorzystania tego potencjału.

Pierwszym krokiem do stworzenia dzieciocentrycznej kultury byłoby odejście od dziewiętnastowiecznego schematu edukacyjnego, czyli przygotowanie programu edukacyjnego stawiającego na rozwój umiejętności prowadzących do dojrzałości emocjonalnej człowieka. Dzisiejsze dzieci będą przyszłymi rodzicami. Program edukacyjny powinien wyposażyć je w wiedzę na temat wpływu ich życia na jakość życia ich potomstwa oraz rozwój potencjału, z którym przyjdzie na świat.

Wiedza z epigenetyki, nutrigenomiki oraz innych dziedzin związanych z kształtowanie psychofizycznej konstrukcji człowieka powinna być najważniejszą częścią procesu edukacji. Przy udziale elit politycznych, religijnych, biznesowych i kulturowych powinny zostać wytworzone nowe wzorce społeczne wspierające prawidłowe przygotowanie przyszłych rodziców do wypełnienia ich roli. Państwo jako struktura organizacyjna powinno wytworzyć instrumenty edukacyjnego oraz organizacyjnego wsparcia dla przyszłych rodziców. Mechanizmy, w których edukacja przyszłych rodziców będzie motorem zmian.

Już 2,5 tysiąca lat temu Budda powiedział, że człowiek jest tym czym są jego myśli.
Dzisiaj wiemy, że nasze myśli kształtują zapisane w nas wzorce społeczne, instynkty, programy ewolucyjne, przebyte traumy, jak również deficyty potrzeb powstałych w pierwszych latach naszego życia.
Już w łonie matki tworzy się najbardziej pierwotna potrzeba każdego człowieka. Potrzeba więzi z tak zwaną główną figurą przywiązania. Prawie cały nasz przyszły rozwój zależy od stopnia realizacji tej potrzeby. Niezaspokojenie jej prowadzi do nieodwracalnych szkód fizycznych i psychicznych. Jakość umiejętności społecznych czy umiejętności uczenia się zależą od poziomu deficytu tej potrzeby. Poważne zaburzenia potrzeby więzi prowadzą do chorób psychosomatyczny a także psychopatii.

W społeczeństwie dzieciocentrycznym niezbędne jest wytworzenie warunków socjalno-kulturowych zabezpieczających maksymalną realizację potrzeby więzi. W tym przypadku również kluczową rolę będzie odgrywało państwo jako struktura mająca możliwości kreowania nowych wzorców społecznych. Jak również tworzenia praw i przestrzeni pozwalających na zabezpieczenie każdego dziecka w wypełnienie potrzeby bliskości.
Do przebudowy jest cały system opieki żłobkowej i przedszkolnej. Powstałe w XIX wieku struktury uniemożliwiają dzieciom realizację potrzeby więzi. Państwo, które jako pierwsze podejmie kroki w stronę zmiany tych warunków będzie pierwszym podejmującym rzeczywistą zmianę w stronę społeczeństwa dzieciocentrycznego.

W obecnej nomenklaturze naukowej funkcjonuje określenie „zaniedbanie”, które obok „przemocy” jest głównym niszczycielem psychofizycznej konstrukcji człowieka.
Zaniedbanie to słowo klucz zamykające w sobie interakcje świata potrzeb dorosłych i świata potrzeb rozwojowych dziecka.
Potrzeba więzi jest podstawową ale nie jedyną potrzebą człowieka. Realizowanie potrzeby więzi generuje poczucie bezpieczeństwa wspierające kolejne potrzeby. Potrzeba eksploracji, przynależności, samodzielności i bycia potrzebnym to kolejne etapy biologicznego rozwoju mózgu. Są naturalnym procesem przystosowania nowego organizmu do warunków w jakich przychodzi mu rozwijać się. W każdej z powyższych potrzeb obecność opiekuna oraz bezpieczna interakcja z nim są determinantem prawidłowego rozwoju.
Kilkumiesięczne dziecko oddane do żłobka nie będzie miało możliwości realizacji wszystkich wymienionych potrzeb. Jego rozwój będzie kształtowany przez zaniedbanie, przemoc i strach. Będąc codziennie porzucanym przez opiekuna nie wytworzy bezpiecznego przywiązania i przynależności. Jego funkcje eksploracyjne i społeczne będą bazować na agresji wewnętrznej lub zewnętrznej. Możliwe, że w którymś okresie wzrośnie poziom samodzielności, jednak nie będzie to zdrowa samodzielność.

Obraz jest tak tragiczny z przyczyn czysto biologicznych. Nasz gatunek rozwija się prawie 7 milionów lat. Kultura, w której obecnie funkcjonujemy trwa dopiero kilka tysięcy lat. Wzorce społeczne wytworzone w celu realizacji bieżących potrzeb świata dorosłych mają się nijak do biologicznych potrzeb rozwojowych człowieka.
Rodzimy się z programami operacyjnymi skierowanymi na odbiór danych z określonych źródeł. Posiadamy interfejsy pozwalające na zapis bez potrzeby interakcji ze świadomością. Rolę tę pełnią neurony lustrzane i rezonans limbiczny, które skierowane są na kanał przekazu rodzic-dziecko Zaburzenie tego przekazu w okresie pierwszych lat życia dziecka niszczy delikatne struktury mózgu.
Brak realizacji podstawowych potrzeb generuje zapis wzorców, które w przyszłości będą działać destrukcyjnie na całe nasze życie. Wzorce wynikające z deficytów potrzeb wspierane przez wszechmocny wzorzec przemocy kreują społeczeństwo w jakim obecnie żyjemy.

Tak więc kolejnym krokiem w stronę społeczeństwa dzieciocentrycznego powinna być reorganizacja struktur społecznych oraz istniejących wzorców kulturowych tak aby każde dziecko uzyskało najlepsze warunki rozwoju. W rozumieniu elementarnych potrzeb rozwojowych człowieka.
Cały obecny system społeczny opiera się na korzyściach, które jednostce i społeczeństwu ma zapewnić ciężka praca dorosłych. Większość zasad, wzorców społecznych a także schematów organizacyjnych, jak szkolnictwo czy opieka przedszkolna są determinowane wytworzeniem warunków, w których dorosły może zrealizować swoje potrzeby biologiczne bez, lub z minimalnym, uszczerbkiem dla dobrostanu dorosłej części społeczeństwa. Aby wzmocnić egoizm dorosłych wytwarzamy dodatkowe wzorce lub tworzymy przekonania mające na celu utrzymanie wytworzonej przez nas, dorosłych, kultury.
Listę destrukcyjnych wzorców społecznych można wymieniać długo: przerzucenie odpowiedzialności prawnej na dziecko w wymyślonym wieku tzw. dojrzałości, tworzenie przekonań o zbawiennych efektach socjalizacji w obecnym systemie edukacji czy wytworzony kult konsumpcjonizmu.
W efekcie otrzymujemy ciężko chory społeczny organizm, trawiony przez kolejne choroby będące efektem dysfunkcyjnych procesów kształtowania psychofizycznej konstrukcji człowieka.
Jakich korzyści moglibyśmy oczekiwać zmieniając naszą kulturę na dzieciocentryczną?
Postawienie na mentalny rozwój rodziców i ich przyszłych dzieci to inwestycja we wszystkie gałęzi gospodarki które nie żywią się owocami obecnego schematu kulturowego.
Na pierwszym miejscu można wymienić koszty ochrony zdrowia. Im bardziej bezpieczny jest nasz styl przywiązania im pełniej zostały zrealizowane nasze potrzeby tym mniej chorób. Dysfunkcje lękowe oraz deficyty potrzeb prowadzą do różnych poziomów uzależnień.
Zrealizowane potrzeby rozwojowe tworzą jednostkę społeczną potrafiącą znaleźć bezpieczne miejsce w społeczeństwie. A zatem ubocznym skutkiem będzie ograniczenie szeroko rozumianej przestępczości oraz zachowań aspołecznych.
Osoby posiadające bezpieczny styl przywiązania cechują się wysokim stopniem samorozwoju co będzie generować znacznie większą wydajność i efektywność oraz innowacyjność ich pracy. Dzisiaj codziennie tracimy miliony geniuszy, których możliwości są blokowane w pierwszych latach życia.
Społeczeństwo dzieciocentryczne stworzy jednostki o wysokim stopniu samoświadomości. Dzięki czemu znacząco obniżymy ilość tzw. chorób cywilizacyjnych. Samoświadomość to również umiejętność przygotowania swojego ciała do kolejnych etapów życia. Koszty społeczne utrzymania seniorów zostaną również znacząco zniwelowane.

Jakie mogą być straty z w prowadzenia idei społeczeństwa dzieciocentrycznego?
Tu głównym poszkodowanym będzie przemysł nastawiony na konsumpcję korzyści wynikających ze wszystkich dysfunkcji społecznych. I stąd można oczekiwać największych oporów oraz działań deprecjonujących ideę dzieciocentrycznego społeczeństwa.
Właściciele prywatnych więzień w USA nie byliby zadowoleni z takiej zmiany. Prawdopodobnie zniknąłby cały przemysł psychoterapii, emocjonalnie zdrowi ludzie nie potrzebują terapeutów.

Zmiana jak każda decyzja strategiczna wymaga odwagi. Biorąc pod uwagę tylko dostępne wyliczenia, pokazujące wierzchołek góry lodowej, zyski finansowe będą niebotyczne. Zyski społeczne mogą sobie wyobrazić ludzie pracujący na co dzień z jednostkami i grupami dysfunkcyjnymi.
Wprowadzenie tego projektu w życie wymaga intensywnej pracy w okresie jednej dekady. Dalej zadziałają już mechanizmy społeczne. Lawina zmian popchnie nasze społeczeństwo w stronę kolejnego poziomu rozwoju.
Wydawałoby się, że każdy zdrowo myślący człowiek bez wahania potwierdzi potrzebę wytworzenia warunków tworzących społeczeństwo dzieciocentryczne.
Jednak z mojego doświadczenia wynika coś odwrotnego. Większość „dorosłych” traktuje takie hasła jako atak na ich prawa, swobodę decydowania o sobie i swojej prokreacji a w późniejszym czasie jako atak na niezbywalne biologiczne prawa do rozporządzania dobrem swoich dzieci.
Tkwimy w destrukcyjnych wzorcach, blokujących mentalny rozwój społeczeństwa.

Poleć ten artykuł: